Ten dzień miał być wyjątkowy, miałam się spotkać z Maią, miałyśmy się wybrać na zakupy po nowe ubrania z mojego kieszonkowego a tu co? Jak przyjdzie będę musiała jej powiedzieć że nici z naszych doskonałych jak dla mnie planów. Zebrałam się z łóżka, wybrałam z szafy różowo-niebieską bluzkę z krótkim rękawkiem z napisem ''YOLO'', dżinsowe, białe, krótkie spodenki i poszłam do łazienki się umyć, uczesać i ubrać.
-Suzanna! Wstawaj śpiochu bo już śniadanie czeka! -wołała mama z kuchni, pewnie myśli że jeszcze śpię, nawet śniadania nie chce mi się jeść, pewnie będziemy omawiały ten cały wyjazd do LA.
-Suzan!
-Nie śpię już!!
Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół do jadalni, na stole czekały tosty z serem + herbata
-no nareszcie zeszłaś
-musiałam się wyszykować, od razu po śniadaniu chciałam iść z Maią na zakupy ale dzięki tobie nigdzie nie pójdziemy
-Suzan nie zaczynaj kłótni, ile razy mam mówić o naszej sytuacji żeby do ciebie dotarło?
-dobra, już skończmy tą rozmowę
-chyba szybko nie skończymy - powiedziała wlewając mi do kubka herbatę - musimy wszystko ustalić, wyjeżdżamy już jutro więc musicie się dziś już spakować bo jutro wątpię żebyśmy znalazły czas, no chyba że dzisiaj połowa i jutro druga połowa - kiedy usłyszałam ''wyjeżdżamy już jutro'' myślałam że wypluję herbatę prosto na Kim, dla czego ona nie protestuje przeciwko temu wyjazdu? Jest mała i nie obchodzi ją jeszcze połowa świata, chciała bym być w jej wieku, nie mieć żadnych problemów i ino siedzieć i obżerać się cukierkami
-Suzan!
-Co?
-Mówię do ciebie a ty błądzisz w marzeniach
-Przepraszam, co mówiłaś?
-Pytam się o której ma Maia przyjść
-o 12:30
-jest 10:00 więc pomówmy o wyjeździe. Mamy trochę ciężko z lotem, ponieważ nie udało mi się kupić biletów prosto do Los Angeles więc będziemy lądować w Santa Monica, a potem pojedziemy autem z wypożyczalni
-ile będziemy jechać autem?
-Z jakieś półtorej godziny. Jak będziemy już w rezydencji państwa Abott to będą na nas czekali pan Josh, ma on prawie 70 lat, pracuje w ogrodzie pani Abott, a razem z nim chłopak który sobie dorabia pomagając mu, Ross ma ponoć 18 lat może się jakoś dogadacie? - Ross? 18 lat? Czy ja dobrze usłyszałam? - Tylko 2 lata starszy Suzan
-no i co z tego?
-Suzanna przecież widzę jak ci się oczy świecą. Nagle ci się zachciało wyjazdu? - mama mówiąc złowieszczo się uśmiechała - nie? Nadal mi się nie śpieszy żeby tam jechać. - chociaż? Może przebywając w jego towarzystwie nauczę się rozmawiać z chłopakami i flirtować? Zawszę byłam nieśmiała, a jeżeli chodzi o chłopców to nigdy nie umiałam do nich zagadać ani nawet się uśmiechnąć bo od razu miałam wrażenie że wyglądam idiotycznie, kto wie, imię ma fajne ale może być pryszczaty i brzydki więc nie będzie źle - Mamo, to że będzie tam jakiś Ross to nie znaczy że mnie rwie do tego Los Angeles
-a skąd mam wiedzieć co sobie teraz myślisz? Może już próbujesz sobie go wyobrazić
-taa, bo nie mam lepszych myśli w głowie tylko jedynie zastanawiam się nad jego wyglądem - powiedziałam irytująco - wiesz Suzan, pani Abott przesłała mi jego zdjęcie
-pokaż
-haha wiedziałam - zaśmiała się mama - a jednak interesuje cię jak on wygląda. Pani Abott nie przesyłała mi żadnych zdjęć wariacie
-hahaha Suzan to wariat - krzyczała ze śmiechem Kim - dobra, mam was dość
-Ale Suzan, od razu się złościsz
-nie, tylko mam dość tych wszystkich rozmów i tego całego wyjazdu - odeszłam od stołu i wybiegłam z domu na plażę. Na całe szczęście, dom mamy od razu przy plaży więc nie zeszło mi za długo żeby znaleźć się na mojej skale, siadam na niej zawszę kiedy mam zły dzień lub myślę nad książką.
...
-Suzan!! - krzyczała Maia biegnąc w stronę mojej skały na której siedziałam - hej, co ci jest?
-a wszystko jest bezsensu
-ale powiedz o co chodzi
-chodzi o to że jutro wyjeżdżam do Los Angeles na całe wakacje, czaisz?
-Uff to dobrze
-CO?? - zapytałam nerwowo - chciałam ci powiedzieć że ja za 3 dni jadę do Nowego Jorku do taty na wakacje, byłam pewna że będziesz smutna bo nasze plany nie wypalą, ale sokoro wyjeżdżasz to no cóż, nie będziesz sama tutaj
-kiedy dowiedziałaś się że jedziesz?
-wczoraj. Tata dzwonił, powiedział że ma mnóstwo pracy i nie da rady tutaj przyjechać więc załatwił mi bilet i powiedział że ja mam wpaść do niego, możliwe że uda mi się spotkać jakiegoś sławnego projektanta który w końcu doceni moje projekty.
-to dobrze że się cieszysz ale mi jakoś nie do śmiechu
-no ale czemu? Całe lata obie spędzamy wakacje tutaj, to chyba dobrze że w końcu gdzieś pojedziemy
-no tak ale miałam pisać książkę
-masz przed sobą mnóstwo czasu, książka ci nie ucieknie
-dobra, chodźmy do mnie, wypijesz sok i pomożesz mi się spakować - na mojej twarzy w końcu pojawił się uśmiech, zebrałam się ze skały i powędrowałam z Maią do domu. Weszłyśmy i od razu Kim pojawiła się w korytarzu i krzyczała - Maia przyszła
-cześć Kim - powiedziała Maia tuląc Kim - O! Dzień dobry Maiu - powiedziała mama wychylając głowę z kuchni -dzień dobry
-Mamo! Idę z Maią do pokoju, przyniesiesz nam sok?
-Kim zaraz wam przyniesie - weszłyśmy na górę i od razu wyciągnęłam walizkę z pod łóżka której nie używałam dobre 6 lat. Otworzyłam szafę i zaczęłam wywalać wszystkie ubrania a Maia mi doradzała które mam wziąć a które zostawić, Maia była by świetną projektantką, zna się na modzie, może nie ma najlepszych i najdroższych ubrań ale wie co dobrać do czego, co z czym do siebie pasuję. Kim przyniosła nam szklanki i sok, od razu widząc porozwalane ubrania na łóżku i podłodze zaczęła je wszystkie przymierzać. Pakowanie się nie było nudne, ciągle się śmiałam z Kim która ubierała na siebie tonę moich bluzek naraz. Pakowanie zajęło mi 4 godziny, to normalne jeżeli ciągle żeśmy się wygłupiały, tak i tak nie jestem do końca spakowana, ale resztę postanowiłam spakować jutro. Maia już poszła, Kim pobiegła do swojego pokoju, mama pomagała jej w pakowaniu się a ja korzystając z okazji że mam trochę czasu, położyłam się na łóżku, próbowałam sobie wyobrazić jak wygląda dom państwa Abott, w myślach miałam ciągle tylko i jedynie gigantyczną willę z wielkim ogrodem i basenem, ogrodzenie zrobione z szarych cegiełek. Próbowałam się nacieszyć jakoś tymi ostatnimi chwilami spokoju przed jutrzejszym ruchem, jutro zapewne o tej godzinie będę już przy rezydencji państwa Abott.
HEJ!! No więc rozdział 2 za nami, mam nadzieję że uda mi się napisać jeszcze 2 rozdziały zanim wyjadę na wakacje. Proszę was żebyście komentowali rozdziały, to mi naprawdę pomoże i mnie zmotywuje do dalszego pisania... Pozderki dla was i dziękuje tym którzy czytają mojego bloga. P.s przepraszam że ten rozdział taki krótki, mam nadzieję że rozdział 3 będzie troszkę dłuższy. ;)
Ciekawie się zapowiada :) czekam na next
OdpowiedzUsuńSuper ;) Fajnie się zapowiada ;D Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńZapraszam w między czasie do mnie ;)
http://perfekcja-R5.blogspot.com
O Boże ale super <3 idź pisz bo naprawdę masz talent a ja musze wiedziec co bedzie dalej i jak bedzie wyglądało spotkanie Suzi i Rossa xxx
OdpowiedzUsuń