Budząc się rano myślałam że cały ten wyjazd to tylko sen, była 6:00 nie słyszałam mamy chodzącej po całym domu ani Kim cieszącej się z powodu wyjazdu. Wstałam z łóżka i uchyliłam delikatnie drzwi, rozejrzałam się, przedpokój był pusty, zeszłam na dół w kuchni ani w jadalni nikogo nie było, kurde no już myślałam że będę przezywała tę samą historię co Kevin sam w domu, weszłam do sypialni mamy, no niestety nie przeżyję tej historii. Mama siedziała na łóżku i czytała coś
-mamo - powiedziałam po czym mama szybko odłożyła kartki które trzymała w ręku, tak jak by przede mną chciała je ukryć
-o, już wstałaś?
-no jak widać, co to jest - mówiąc wskazywałam palcem na kartki leżące na łóżku - a nic takiego, to tylko rachunki
-od kiedy rachunki pisze się długopisem?
-Suzan a co ty taka dociekliwa jesteś, to są moje sprawy. - czyżby mama miała kogoś z kim pisze potajemnie listy? A nawet jeżeli to w końcu już nie jest z tatą to nie mogę jej zabronić.
...
Tak jak myślałam, zaczęło się zamieszanie w domu, mama latała w tę i we wte przenosząc kartony do samochodu, ja zaś siedziałam w pokoju i próbowałam powciskać jak najwięcej książek, jedną połowę trzymam w moim pokoju w szafie i na półkach a druga połowa leży u Kim. Było mi trudno wybrać kilka moich ulubionych książek bo w prawdzie to kochałam wszystkie. Kiedy w końcu wybrałam kilka książek, kilka to znaczy cały karton, wzięłam go do rąk i zeszłam na dół do auta
-Suzan - zawołała mama - co?
-chyba nie zamierzasz brać tych wszystkich książek ze sobą?
-mamo no ale czemu nie?
-zajmą niepotrzebnie tylko miejsce, idź je odłóż - po słowach mamy wróciłam się z kartonem do pokoju i tylko zerkałam przez okno kiedy w końcu mama odejdzie od auta żeby przechwycić karton do bagażnika, jest! Nareszcie poszła, znów pobiegłam szybko ze schodów, na szczęście w bagażniku leżał ręcznik który brałyśmy zawszę na plażę i nigdy go nie wyciągamy z samochodu, ułożyłam karton pod ręcznikiem i pobiegłam po resztę rzeczy, ale po chwili usłyszałam - Suzan! - ponownie zbiegłam po schodach na dół do auta. -Co byś chciała? - zapytałam choć wiedziałam po co mnie woła.
-wytłumacz mi co robi ten karton w bagażniku?
-no, leży sobie
-Suzan
-no dobra już go zabieram - zaniosłam karton. Po przeniesieniu wszystkich bagażów, usiadłam na łóżku i wsłuchiwałam się w szum fal, po kilkunastu latach mieszkania przy oceanie przyzwyczaiłam się do szumu fal ale dziś jakoś nie musiałam mocno się wsłuchiwać jak zazwyczaj. Ciągle myślałam jak wygląda nowa lokatorka mojego pokoju, jej imię sprawia że wyobrażam sobie ją dość poukładaną i bardzo ładną. Po chwili moich rozmyślań usłyszałam klakson, wyjrzałam przez okno i zauważyłam nowiutkiego Hyundaia, srebrnego a z niego wychodzące małżeństwo + dwóch chłopców i dziewczynę, pewnie to Mariah, z góry widać było że jej włosy są zadbane, brunetka, była ubrana w czerwoną bluzkę na ramiączka, spódniczkę czarną w białe kwiatki i do tego białe pantofelki
Patrzałam na nią aż nagle brunetka podniosła głowę w stronę mojego okna, zauważyła mnie i po chwili się uśmiechnęła, jej twarz była delikatnie blada, idealnie pasowała do jej ciemnych oczu, a uśmiech wykazywał szczęście, odeszłam od okna i poszłam na dół się przywitać. Będąc już przy aucie, mama rozmawiała z państwem Bridger a Mariah ciągle uspokajała swoich braci, w końcu kiedy się uspokoili Mariah się uśmiechnęła do mnie i powiedziała - strasznie mi się tutaj podoba
-nie dziwię się, Majami to bardzo piękne miasto - powiedziałam uśmiechając się, choć wiedziałam że mój uśmiech jest okropny w porównaniu do uśmiechu Marii - choć pokażę ci pokój w którym zamieszkasz przez jakiś czas - zaprowadziłam ją na górę do mojego pokoju, Mariah wchodząc do pokoju zaczęła się rozglądać
-bardzo przytulny - mówiąc usiadła na krześle przy mojej toaletce
-cieszę się że ci się podoba, mam nadzieję że będziesz szczęśliwa z pobytu tutaj
-ach na pewno, jest tu wspaniale
-ostrzegam że w pierwszą noc może nie będziesz mogła zasnąć przez ten szum
-chyba tak, ale się przyzwyczaję, mam taką nadzieję - zaczęła się śmiać. Jej śmiech był taki, taki gładki, zazdrościłam jej wygląda naprawdę bardzo ładnie i naturalnie przede wszystkim, nie malowała się zbyt mocno, podkreślała delikatnie rzęsy i kości policzkowe różem.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilkę, zapoznałyśmy się trochę, Mariah interesuje się medycyną, patrząc na nią wyglądała by bardziej jak top modelka a nie jak lekarz.
-Suzan!!! - krzyczała mama z salonu - zbieraj się! - myślałam że zaraz znów uronię kilka łez ale powstrzymała się i podniosłam z łóżka
-do zobaczenia, napisz do mnie jak będziesz już na miejscu- powiedziała brunetka podnosząc się z krzesła i delikatnie mnie obejmując
- do zobaczenia - odpowiedziałam
-to jest mój numer, możesz dzwonić kiedy chcesz tylko nie po 00:00 godzinie - Mariah zaśmiała się i wręczyła mi powoli kartkę na której zapisywana szybko swój numer.
Wzięłam torebkę do rąk i wyszłam z pokoju. Wsiadłam do samochodu i popatrzyłam na okno mojego pokoju, stała w nim Mariah uśmiechnięta, machała mi, odwzajemniłam gest i ruszyłyśmy.
Gdy wylądowałyśmy już w Santa Monica to pozostała nam prosta droga do LA. Gdy byłyśmy w połowie drogi zatrzymałyśmy się w kawiarni.
-myślałam że może omówimy drobne szczegóły -powiedziała mama - kiedy będziemy już na miejscu to proszę was byście nie rozrabiały bo jak już wspominałam nie będziemy tam same
-mi nie musisz przypominać -odparłam
-ale ostatnio pokazałaś swoje fochy więc proszę byś nie pokazywała buntów, chcę po prostu spędzić miło z wami czas
- no dobra, dobra ale pozwolisz mi połazić po mieście?
-jak sobie zasłużysz
- a ja będę mogła iść z Suzan? - wtrąciła Kim
-Nie - powiedziałam wrednie
- oczywiście że tak skarbie - przekrzyczała mnie mama
-ale
-żadnego ale - mama szybko mi przerwała.
Po kawie znów ruszyłyśmy w drogę, przejeżdżałyśmy obok budynków większych niż kiedykolwiek widziałam, i choć były to tylko budynki to robiły na mnie jakieś dziwne wrażenie. W końcu na naszej drodze pojawiła się tablica z napisem Los Angeles. Jechałyśmy zaledwie jeszcze tylko 10 minut i znalazłyśmy się przed willą jakią mogłam sobie tylko wyobrazić, na całej tej dzielnicy była willa obok willi. Mama podjechała pod 4 metrową, pozłacaną bramę i zadzwoniła domofonem
-Tak, słucham? - usłyszałam dosyć męski lecz gładki głos
-to my, już przyjechałyśmy - powiedziała mama. Po chwili brama się otworzyła i wjechałyśmy autem. Wysiadając zauważyłam otwierające się drzwi od domu, pojawił się przystojny, wysoki, brązowooki blondyn, nie potrafiłam oderwać od niego wzroku
-witam, jestem Ross - powiedział patrząc się na mnie i uśmiechając się...

Super blog!!! Czekam na next 😘😘😘
OdpowiedzUsuń