piątek, 11 lipca 2014

ROZDZIAŁ 2

Ten dzień miał być wyjątkowy, miałam się spotkać z Maią, miałyśmy się wybrać na zakupy po nowe ubrania z mojego kieszonkowego a tu co? Jak przyjdzie będę musiała jej powiedzieć że nici z naszych doskonałych jak dla mnie planów. Zebrałam się z łóżka, wybrałam z szafy różowo-niebieską bluzkę z krótkim rękawkiem z napisem ''YOLO'', dżinsowe, białe, krótkie spodenki i poszłam do łazienki się umyć, uczesać i ubrać.
-Suzanna! Wstawaj śpiochu bo już śniadanie czeka! -wołała mama z kuchni, pewnie myśli że jeszcze śpię, nawet śniadania nie chce mi się jeść, pewnie będziemy omawiały ten cały wyjazd do LA.
-Suzan!
-Nie śpię już!!
Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół do jadalni, na stole czekały tosty z serem + herbata
-no nareszcie zeszłaś
-musiałam się wyszykować, od razu po śniadaniu chciałam iść z Maią na zakupy ale dzięki tobie nigdzie nie pójdziemy
-Suzan nie zaczynaj kłótni, ile razy mam mówić o naszej sytuacji żeby do ciebie dotarło?
-dobra, już skończmy tą rozmowę
-chyba szybko nie skończymy - powiedziała wlewając mi do kubka herbatę - musimy wszystko ustalić, wyjeżdżamy już jutro więc musicie się dziś już spakować bo jutro wątpię żebyśmy znalazły czas, no chyba że dzisiaj połowa i jutro druga połowa - kiedy usłyszałam ''wyjeżdżamy już jutro'' myślałam że wypluję herbatę prosto na Kim, dla czego ona nie protestuje przeciwko temu wyjazdu? Jest mała i nie obchodzi ją jeszcze połowa świata, chciała bym być w jej wieku, nie mieć żadnych problemów i ino siedzieć i obżerać się cukierkami
-Suzan!
-Co?
-Mówię do ciebie a ty błądzisz w marzeniach
-Przepraszam, co mówiłaś?
-Pytam się o której ma Maia przyjść
-o 12:30
-jest 10:00 więc pomówmy o wyjeździe. Mamy trochę ciężko z lotem, ponieważ nie udało mi się kupić biletów prosto do Los Angeles więc będziemy lądować w Santa Monica, a potem pojedziemy autem z wypożyczalni
-ile będziemy jechać autem?
-Z jakieś półtorej godziny. Jak będziemy już w rezydencji państwa Abott to będą na nas czekali pan Josh, ma on prawie 70 lat, pracuje w ogrodzie pani Abott, a razem z nim chłopak który sobie dorabia pomagając mu, Ross ma ponoć 18 lat może się jakoś dogadacie? - Ross? 18 lat? Czy ja dobrze usłyszałam? - Tylko 2 lata starszy Suzan
-no i co z tego? 
-Suzanna przecież widzę jak ci się oczy świecą. Nagle ci się zachciało wyjazdu? - mama mówiąc złowieszczo się uśmiechała - nie? Nadal mi się nie śpieszy żeby tam jechać. - chociaż? Może przebywając w jego towarzystwie nauczę się rozmawiać z chłopakami i flirtować? Zawszę byłam nieśmiała, a jeżeli chodzi o chłopców to nigdy nie umiałam do nich zagadać ani nawet się uśmiechnąć bo od razu miałam wrażenie że wyglądam idiotycznie, kto wie, imię ma fajne ale może być pryszczaty i brzydki więc nie będzie źle - Mamo, to że będzie tam jakiś Ross to nie znaczy że mnie rwie do tego Los Angeles
-a skąd mam wiedzieć co sobie teraz myślisz? Może już próbujesz sobie go wyobrazić
-taa, bo nie mam lepszych myśli w głowie tylko jedynie zastanawiam się nad jego wyglądem - powiedziałam irytująco - wiesz Suzan, pani Abott przesłała mi jego zdjęcie
-pokaż
-haha wiedziałam - zaśmiała się mama - a jednak interesuje cię jak on wygląda. Pani Abott nie przesyłała mi żadnych zdjęć wariacie 
-hahaha Suzan to wariat - krzyczała ze śmiechem Kim - dobra, mam was dość 
-Ale Suzan, od razu się złościsz
-nie, tylko mam dość tych wszystkich rozmów i tego całego wyjazdu - odeszłam od stołu i wybiegłam z domu na plażę. Na całe szczęście, dom mamy od razu przy plaży więc nie zeszło mi za długo żeby znaleźć się na mojej skale, siadam na niej zawszę kiedy mam zły dzień lub myślę nad książką. 

                                                                            ...                                                                                    


-Suzan!! - krzyczała Maia biegnąc w stronę mojej skały na której siedziałam - hej, co ci jest?
-a wszystko jest bezsensu
-ale powiedz o co chodzi
-chodzi o to że jutro wyjeżdżam do Los Angeles na całe wakacje, czaisz? 
-Uff to dobrze
-CO?? - zapytałam nerwowo - chciałam ci powiedzieć że ja za  3 dni jadę do Nowego Jorku do taty na wakacje, byłam pewna że będziesz smutna bo nasze plany nie wypalą, ale sokoro wyjeżdżasz to no cóż, nie będziesz sama tutaj 
-kiedy dowiedziałaś się że jedziesz?
-wczoraj. Tata dzwonił, powiedział że ma mnóstwo pracy i nie da rady tutaj przyjechać więc załatwił mi bilet i powiedział że ja mam wpaść do niego, możliwe że uda mi się spotkać jakiegoś sławnego projektanta który w końcu doceni moje projekty. 
-to dobrze że się cieszysz ale mi jakoś nie do śmiechu
-no ale czemu? Całe lata obie spędzamy wakacje tutaj, to chyba dobrze że w końcu gdzieś pojedziemy
-no tak ale miałam pisać książkę
-masz przed sobą mnóstwo czasu, książka ci nie ucieknie 
-dobra, chodźmy do mnie, wypijesz sok i pomożesz mi się spakować - na mojej twarzy w końcu pojawił się uśmiech, zebrałam się ze skały i powędrowałam z Maią do domu. Weszłyśmy i od razu Kim pojawiła się w korytarzu i krzyczała - Maia przyszła 
-cześć Kim - powiedziała Maia tuląc Kim - O! Dzień dobry Maiu - powiedziała mama wychylając głowę z kuchni -dzień dobry
-Mamo! Idę z Maią do pokoju, przyniesiesz nam sok? 
-Kim zaraz wam przyniesie - weszłyśmy na górę i od razu wyciągnęłam walizkę z pod łóżka której nie używałam dobre 6 lat. Otworzyłam szafę i zaczęłam wywalać wszystkie ubrania a Maia mi doradzała które mam wziąć a które zostawić, Maia była by świetną projektantką, zna się na modzie, może nie ma najlepszych i najdroższych ubrań ale wie co dobrać do czego, co z czym do siebie pasuję. Kim przyniosła nam szklanki i sok, od razu widząc porozwalane ubrania na łóżku i podłodze zaczęła je wszystkie przymierzać. Pakowanie się nie było nudne, ciągle się śmiałam z Kim która ubierała na siebie tonę moich bluzek naraz. Pakowanie zajęło mi 4 godziny, to normalne jeżeli ciągle żeśmy się wygłupiały, tak i tak nie jestem do końca spakowana, ale resztę postanowiłam spakować jutro. Maia już poszła, Kim pobiegła do swojego pokoju, mama pomagała jej w pakowaniu się a ja korzystając z okazji że mam trochę czasu, położyłam się na łóżku, próbowałam sobie wyobrazić jak wygląda dom państwa Abott, w myślach miałam ciągle tylko i jedynie gigantyczną willę z wielkim ogrodem i basenem, ogrodzenie zrobione z szarych cegiełek. Próbowałam się nacieszyć jakoś tymi ostatnimi chwilami spokoju przed jutrzejszym ruchem, jutro zapewne o tej godzinie będę już przy rezydencji państwa Abott. 

HEJ!! No więc rozdział 2 za nami, mam nadzieję że uda mi się napisać jeszcze 2 rozdziały zanim wyjadę na wakacje. Proszę was żebyście komentowali rozdziały, to mi naprawdę pomoże i mnie zmotywuje do dalszego pisania... Pozderki dla was i dziękuje tym którzy czytają mojego bloga. P.s przepraszam że ten rozdział taki krótki, mam nadzieję że rozdział 3 będzie troszkę dłuższy. ;) 

środa, 2 lipca 2014

ROZDZIAŁ 1

-Hej Suzan! - Krzyczała biegnąc po schodach Maia trzymając w ręku dwie białe koperty
-Już są! Przyszły
-Pokaż, pokaż! -dała mi do ręki kopertę z moim nazwiskiem, ręce jej drżały a po czole spływał pot, nie ma się co dziwić jest 35 stopni ciepła na dworze a w szkole nawet wentylacja nic nie pomaga.
-no to co? Na 3 otwieramy?
-tak
-raz, dwa i trzy! - zaczęłyśmy rozdzierać koperty, wyciągnęłyśmy obie listy i zaczęłyśmy czytać.
-Jeesst ! Udało się! Dostałam się!- krzyknęłam pełna szczęścia że przyjęli mnie do jednej z najlepszych szkół w kraju.
-A ty Maia dostałaś się?
-Aaaa tak dostałam się! - zaczęłyśmy się przytulać i podskakiwać ze szczęścia. W końcu się zgarnęłyśmy i wyszłyśmy z gimnazjum którego tak nienawidziłyśmy, naszej radości nie dało się opisać, nareszcie uwolniłyśmy się od tych wszystkich ludzi, od dziewczyn które noszą na sobie kilo tapety i chłopaków którzy myślą tylko o tych dziuniach z kilogramem tapety.
-No to w końcu wakacje, no to teraz się zacznie nasza przemiana, przefarbujemy włosy, kupimy nowe ubrania w końcu będziemy po wakacjach już licealistkami a chłopacy na nasz widok będą mdleli z wrażenia - rozmyślałam z uśmiechem na twarzy i próbując wyobrazić sobie nową mnie jako licealistka.
-Tak, teraz wszystko zacznie się od początku. A wracając do tematu wakacji, mówiłaś że w te wakacje zamierzasz w końcu wydać twoją pierwszą książkę, o czym będzie? - dopytywała się Maia
- Wiesz, to będzie o zakazanej miłości; dziewczyna zakochana w chłopaku, chłopak zakochany w dziewczynie, ich rodzice nie pozwalają na spotkania ale oni tak i tak zrobią wszystko żeby być razem
-to tak jak w ''Romeo i Julii''
-hmm no nie całkiem, moja historia będzie miała szczęśliwe zakończenie dla bohaterów, a nie że pozabijają się - tłumaczyłam Mai śmiejąc się
-na pewno ją przeczytam tylko powiedz mi jedno, co zamierzasz zrobić żeby trafiła ona do księgarni? - pytanie Mai sprawiło że zaczęłam się zastanawiać nad moimi planami i zaczęłam mieć wątpliwości.
-Wiesz, coś się wykombinuję - odrzekłam z uśmiechem
-No tak, to jak coś wykombinujesz to skąd masz pewność że ją ktoś przeczyta? Przecież masz dopiero 16 lat, myślisz że będzie ktoś zainteresowany książką napisaną przez szesnastolatkę?
-masz rację, ale przecież mogę być anonimowym autorem
-a wiesz zrobisz co będziesz chciała, są wakacje pozwól że nie będę myślała teraz o takich rzeczach, chcę już iść przebrać się w strój kąpielowy i pobiegnąć na plażę, trzeba się trochę opalić bo przecież jaki chłopak zechce tak bladą dziewczynę?
-Dobra, leć już kochana, spotkamy się jutro u mnie, papaa - Maia wbiegła do domu a mnie dręczyły myśli o książce, może rzeczywiście Maia ma rację, bo w końcu jeżeli będę pisała jako anonim to redaktorzy będą robili wszystko żeby dowiedzieć się kto to pisał, wtedy dowiedzą się ile mam naprawdę lat a moja kariera pisarki legnie jeszcze zanim się zacznie.
                                                                   ..........
Weszłam do domu cała zgrzana i od razu usłyszałam krzyk mojej sześcioletniej siostry
-Suzy przyszła! Suzy
-No hej Kimi, gdzie mama?
-w kuchni
-O nareszcie jesteś! - krzyknęła mama zmierzając z kawą do salonu - chodźcie do pokoju, muszę z wami poważnie porozmawiać - powiedziała poważnie? Zawsze jak tak mówi to nie wynika nic dobrego z rozmowy. Udałam się do salonu z Kim, usiadłyśmy na kanapie, mama usiadła w fotelu i zaczęła - no więc, nie wiem od czego zacząć - nie słyszałam w głosie mamy żadnego strach więc może nie ma dla nas złych wiadomości - Chcę wam powiedzieć że tata miał wypadek, ale jest już wszystko w porządku z nim - od razu dodała. Na początku, ja i Kim usłyszawszy o wypadku miałyśmy przerażenie w oczach. A jeżeli chodzi o tatę to nie mieszka z nami, rozwiedli się z mamą jakieś 3 lata temu, mamy dobre kontakty ale czasem mam wrażenie że ważniejsza jest dla niego jego nowa żona i syn niż ja i Kim - Ma nogę w gipsie i nie będzie mógł pracować przez jakiś czas więc będzie ciężko z alimentami, ja zaś nie będę przez wakacje pracować w przedszkolu więc będzie krucho z pieniędzmi
-mogę ja znaleźć jakąś pracę na wakacje - odrzekłam do mamy - nie, nie możesz wziąć moich obowiązków na swoje barki. Szukałam pracy na wakacje i udało się, znalazłam
- jaką?- zapytała Kim - będę opiekunką domową u pewnej rodziny Abott
-opiekunką domową?
-tak, państwo Abott mieszkają w Los Angeles, pojedziemy tam wszystkie razem i będziemy mieszkały tam przez całe wakacje
-CO?! - wstałam gwałtownie z fotela, miałam łzy w oczach, chciałam całe wakacje spędzić tutaj, miałam pisać książkę - ale mamo przecież miałyśmy nigdzie się stąd nie wybierać
-Suzan, to może chcesz żebym nie zarabiała i żeby zabrali nam dom? Przecież wiesz że nie jesteśmy w najlepszej sytuacji jeżeli chodzi o pieniądze
-no tak, ale od razu do Los Angeles?
-nigdzie indziej nie udało mi się znaleźć pracy, to jedyne wyjście - nie potrafiłam się powstrzymać i zaczęłam płakać jak małe dziecko - a kto zajmie się naszym domem?
-przyjeżdża na wczasy rodzina Bridger, państwo Bridger mają dwóch synów prawie w wieku Kim, jeden ma 7 lat a drugi 9 i jeszcze mają córkę Mariah, jest w twoim wieku, będą wynajmować nasz dom na wakacje, trochę też zarobimy na tym więc powinnaś się cieszyć - nie potrafiłam dłużej tego słuchać, wstałam i pobiegłam do łazienki, zaczęłam płakać jeszcze bardziej, moje wszystkie plany nie wypalą...
-Suzanna - powiedziała mama delikatnie uchylając drzwi od łazienki - nie płacz, przecież każde wakacje spędzasz w Majami, czas trochę zmienić otoczenie
-ale ja nie chcę 
-no to zechciej bo nie będę zmieniała planów bo ci się coś nie podoba
-ty nie chcesz zmieniać planów? A mnie jakoś nie raczyłaś się zapytać czy chcę zmienić swoje - wyszłam z łazienki i poszłam wściekła do pokoju i zatrzasnęłam drzwi.

piątek, 23 maja 2014

Wstęp

W rogu mojego pokoju stoi kremowobiała toaletka, przybrana biało-niebieskimi falbanami z organdyny. Uszyłam je dawno temu, ręcznie zanim jeszcze moja mama kupiła mi wielofunkcyjną maszynę do pisania. Toaletka ma trzyczęściowe lustro, i kiedy ustawię skrzydła pod odpowiednim kątem, przeglądam się w potrójnym odbiciu, z różnych stron. Przez szesnaście lat oglądam w tym lustrze, jak rosnę, a kiedy czasami patrzyłam w nie uważnie, zdawało mi się, że widzę nie tylko swoje ciało, widzę również moje wnętrze, swoją duszę którą znam tylko i wyłącznie ja.

Najważniejszy w toaletce wcale nie jest kremowobiały gładki blat, nie chodzi również o ręcznie szyte biało-niebieskie falbany, nawet nie trzyczęściowe lustro, ale o błyszczącą żółtą nalepkę na zderzak samochodowy z napisem ''LA Kocham Cię''. 

Los Angeles jest bardzo dumne z tej nalepki, ponieważ w Kalifornii można zobaczyć ją na wielu samochodach i w wielu sklepach z pamiątkami. Pamiętam jak strasznie protestowałam przeciwko wyjazdowi do Los Angeles tego lata, kiedy skończyłam szesnaście lat. Teraz wiem że gdybym tam wtedy nie pojechała, nie poznała Ross'a, nigdy nie doświadczyłabym ogromnej radości jaką przyniosła mi miłość do niego, nie zaznałabym również bólu utraty....

Hej, to jest dopiero wstęp :) mam nadzieję że uda mi się dodawać kolejne rozdziały w piątki, nie obiecuję ale postaram się, w wakacje możliwe że nawet i częściej :** Pozdrawiam was

czwartek, 24 kwietnia 2014

Notatka


Hej, to mój pierwszy blog, mam nadzieję że będzie się wam podobał i z chęcią będziecie go czytali. Otóż chcę wam powiedzieć że nigdy wcześniej nie sądziłam że zacznę pisać bloga ponieważ nie interesowało mnie to kiedyś, przyszło mi to z czasem a dokładnie, kiedy przeczytałam pewnego bloga, tak mnie to zainteresowało że postanowiłam zacząć pisać. W mojej historii główną rolę gram hmm Ja :) dla czego? A więc przede wszystkim opowiadanie które chcę napisać, będzie na podstawie pewnej książki która mnie dość bardzo zafascynowała, w książce główna bohaterka ma dość pomylone życie, spodobała mi się i dla tego chcę aby główna bohaterka mojej opowieści była taka sama jak ta co jest w jednej z moich ulubionych książek, bardzo mnie interesuje jej postać dla tego postanowiłam że zagram ją ja. Do mojego opowiadania musiałam dołączyć chłopaka więc pomyślałam że głównym bohaterem będzie Ross Lynch. Główna bohaterka nazywa się Suzanna Rosemary, a główny bohater no cóż nazywa się Ross Lynch. Resztę bohaterów przedstawię w rozdziałach. Życzę miłego czytania, wasze komentarze będą dla mnie bardzo ważne więc po przeczytaniu myślę że będzie miło jak zostawicie swoją opinię na temat rozdziału.